POV'S ELLIE
Przepraszam. Zachowałem się jak cham biorąc twoje pieniądze. Nie powinienem. Wiem co przeżywasz. Nawet nie wiesz ile razy miałem ochotę zabić twojego ojca. Pamiętasz kiedy znaleźli go pijanego 10 kilometrów od waszego domu ? Był poobijany i uznano, że z pewnością potknął się kilka razy. Jednak nie. Dorwałem go. Mało brakowało a udusiłbym go. Przepraszam, że wtedy tego nie zrobiłem, ale stchórzyłem. Możesz być na mnie zła. Zrobię wszystko, żebyś nie cierpiała. Taka słodka, piękna i inteligentna dziewczyna jak nie powinna być tak traktowana. Uwierz chcę ci pomóc. Zajrzyj do koperty. Mam nadzieję, że dzisiaj spełnię twoje marzenie. Powodzenia
Matt ;*
- Przepraszam Matt- Szepnęłam i rozpłakałam się. Zachował się wobec mnie jak prawdziwy mężczyzna. Pierwszy raz to mój ojciec wtedy oberwał. Nie ja...nie Alice...nie Daniel. Zemścił się w pewien sposób. Otarłam łzy i sięgnęłam do koperty. Przeliczyłam pieniądze. Było ich dwa razy więcej niż wcześniej. Ucieszyłam się bo miałam szansę stworzyć dom dla mojego rodzeństwa. Nie mogłam tego przyjąć. To w końcu przeze mnie Matta tutaj nie ma. Powinnam zwrócić tę część pieniędzy, którą Matt dodał do pieniędzy które był mi winny. Miałam mętlik w głowie. Pragnęłam by moje rodzeństwo w końcu doznało chodź odrobinę szczęścia. Musiałam z kimś porozmawiać ale z kim. Jedyną opcją był Daniel, który miał dopiero 13 lat. Nie umie zagotować wody na herbatę, a co dopiero zarządzać pieniędzmi. Potrzebowałam przyjaciółki mojej Nellie...Uspokoiłam się. Z dołu doszły mnie wrzaski Alice. Znów jej się oberwało. Zdecydowałam. Nie mogłam dużej na to pozwolić. Nikt nie miał prawa uderzyć mojej małej księżniczki i braciszka. Zaczęłam pakować ubrania i wszystkie potrzebne rzeczy z mojego pokoju i toalety. Następnie spakowałam Alice i Daniela. Pozostało tylko poczekać za moim bratem aż wróci z treningu piłki nożnej. Godziny mijały a on nie przychodził. Coś się stało ! Napewno ! Usłyszałam dzwięk telefonu i szybko odebrałam..
Przepraszam. Dawno nie dodawałam i jeszcze taki krótki, ale nie mam weny na tego bloga. Założyłam 2 na wattpadzie i staram się je ogarnąć. Zastanawiam się nad usunięciem tego bloga ponieważ tylko zaśmiecam nim internet .
linki do moich blogów na wattpadzie :
- Drift Angels
- Release
Hate & Love
niedziela, 8 lutego 2015
sobota, 24 stycznia 2015
# 3
POV NELSON
Byłam zdziwiona, że wstałam tak wcześnie, skoro zasnęłam dopiero około trzeciej w nocy. Podniosłam mój telefon, który znajdował się na szafce nocnej i odblokowałam ekran. Białe cyfry wskazywały piątą dwadzieścia rano. Zauważyłam też kilka nieodebranych połączeń od Ellie. Zastanawiałam się dlaczego dzwoniła. Powoli zwlekłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Otworzyłam drzwi pokoju moich rodziców. Nie było ich tam. Pewnie wyszli na spotkanie ze znajomymi, ale mama zawsze mnie powiadamiała, kiedy mieli zostać do późna. Nie zważając na godzinę postanowiłam obudzić mojego brata z nadzieją, że może on coś wie. Pomieszczenie w którym sypiał Matt było puste, to było trafne określenie bo całymi dniami włóczył się po ulicach z Malikiem i Stylesem. Bez wahania wybrałam numer mamy i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
POV ELINOR
Państwo Parks siedzieli dalej wstrząśnięci tą wiadomością. Płakali wtuleni w siebie nawzajem. Serce mi pękało, bo w jakiś sposób przyczyniłam się do śmierci Matta. Umarłabym gdybym miała stracić Alice lub Daniela. Moja głowa schowana była między kolanami. Uroniłam kilka łez, kiedy rozdzwonił się telefon matki Nelson. Słyszałam tylko urywek ich rozmowy.
- Mamo, gdzie jesteście? Matt znowu uciekł.- Do oczu znów cisnęła mi się słona ciecz. Pani Parks wybuchła płaczem przez co poczułam się jeszcze gorzej. Usłyszałam kroki i spojrzałam na osobę, która stała przede mną.
- Proszę... powiedz jej. Byłaś przy tym. Wiesz więcej niż my.- Zabrzmiał mocny głos Pana Parks'a. Podał mi telefon, a ja zabrałam je i odeszłam kawałek, żeby zaoszczędzić im chodź trochę cierpienia. Stałam na drugim końcu korytarza. Patrzyłam przez okno, które najwidoczniej od kilku lat nie widziało płynu i ścierki.
POV NELLIE
- Nellie...Przepraszam. Ja ... nie chciałam. Gdybym tylko mogła coś zrobić! - Po drugiej stronie zabrzmiał załamany głos mojej przyjaciółki. Nie miałam pojęcia co się dzieję.
- Ellie.. spokojnie. Odpowiedz, ale wolniej. - Miałam nadzieje, że dowiem się co się stało.
- Nie oczekuję od ciebie wybaczenia. Liczę tylko na to, że mnie zrozumiesz. Nie mogłam zasnąć. Wyszłam i usiadłam na chodniku. Przyszedł Matt i oddał mi pieniądze. Wstał, a potem upadł. Powinnam mu pomóc, ale nie wiedziałam co robić. Wezwałam karetkę. Było już za późno. Przepraszam. Zawiodłam cię. Jesteś dla mnie bardzo ważna i zrozumiem jeśli mnie znienawidzisz. Nie zasłużyłam na ciebie.- Nie docierało to do mnie. W przypływie adrenaliny rzuciłam telefonem w ścianę. Moje policzki były już całe mokre. Krzyczałam i waliłam pięścią w poduszkę. Wszystko na nic. Mój brat nie wróci! Nigdy... zostałam sama. Chciałam się od tego uwolnić, ale wtedy wszystkie wspomnienia zaczęły wracać. Wyszłam z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Wbiegłam do pomieszczenia Matta. Przewróciłam mały stolik, a stojąca na nim lampa , która uderzyła o ziemię roztrzaskała się. Następnie laptop. Niszczyłam pokój dopóki nie straciłam sił. Potem usiadłam na drewnianym parapecie. Sama nie wiem, dlaczego sprawiłam, że pokój mojego brata wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. To był impuls. Byłam załamana. Mój brat nie był ideałem. Trzymaliśmy się razem dopóki nie poznał Malika i Stylesa. To oni byli głównym powodem przez , który Matt zaczął brać. Przez nich stał się agresywnym dupkiem. Znów miałam zamiar w coś uderzyć, ale poczułam ciepłą rękę na moich plecach. To był tata. Nawet nie zauważyłam kiedy przyjechali. Wstałam i wtuliłam się w niego. Nie potrafiłam opanować płaczu.
- Chodź- Chwycił moją rękę tak jak wtedy, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką i zaprowadził do salonu, gdzie zmusił do wypicia gorącej herbaty. Po opróżnieniu całego kupka nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
POV ELINOR
Wróciłam do domu. Wciąż czułam ramiona Matta otulające mnie w nocy. Wszystko działo się tak szybko. Gdybym tylko umiała udzielić pierwszej pomocy. Opuściłam kabinę prysznicową i okryłam się ręcznikiem. Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Obwiniałam się. Chciałabym cofnąć czas. Ubrałam się. Daniel i Alice wyszli do szkoły wcześniej. Byłam z nich dumna. Ja byłam już spóźniona. Mam nadzieję, że zobaczę dzisiaj Parks i porozmawiamy. Wzięłam plecak i wyszłam. Ojciec znów leżał pijany. To codzienna rutyna. Wiele razy nachodziły mnie myśli , że może w końcu umrze od tego picia. Oddałabym wszystko, żeby Matt żył zamiast niego. Niestety nie zawsze dostajemy to czego chcemy. Słońce wciąż świeciło bardzo mocno jak na koniec września. Dalej dziwiło mnie to czemu bal licealistów jest na początku zamiast na końcu trzeciej klasy. Nauczyciel twierdzi, że podczas drugiego semestru nie ma czasu na zabawy tylko na przygotowywanie się do ostatniego egzaminu. Kiedy dotarłam pod szkołę skończyła się pierwsza lekcja więc dużo nie straciłam. W holu nie było nikogo. Wypakowałam wszystkie książki do szafki zabierając ze sobą jedynie chemię. Znowu czułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się i spojrzałam na Mulata. Wróciło do mnie wydarzenie z wczorajszego dnia, kiedy razem z Mattem wstrzykiwali sobie to świństwo.
- Nie patrz się tak na mnie pieprzony ćpunie!- krzyknęłam. Na jego twarzy widać było zdenerwowanie. Podszedł do mnie i przykuł swoim ciałem do szafki.
- Powiedz o tym chodź jednej osobie , a zabiję ciebie i całą twoją rodzinę. Rozumiesz? - Patrzył mi w oczy. Jego jeszcze przed chwilą czekoladowe tęczówki teraz były czarne.
- To ty dałeś mu narkotyki ? Ty dałeś je Mattowi ? - Spytałam. Wiedziałam, że mi nie odpowie, ale po chwili wyszeptał prosto w moje ucho.
- Nie. Poza tym to nie twoja sprawa. - Powiedział spokojnie przejeżdżając ręką po moim policzku. Spojrzał na mnie i odsunął się.
- Matt nie żyje. Przedawkował.- Swoje ręce oparł o szafkę po obydwu stronach mojej głowy.
- Co ?- Spytał zaskoczony.
- Zaćpał. W nocy.- Wyszeptałam. Mulat mnie przerażał. Bałam się, że skatuje mnie jak ojciec. Po wyglądzie można stwierdzić, że byłby do tego zdolny.
- Z kąt wiesz ?- Padło pytanie na które ciężko mi było odpowiedzieć. Nie chciałam wracać do minionej nocy.
- Byłam przy nim. - Powiedziałam, a on jęknął ciche " kurwa" i odszedł. Widać nie przejął się za bardzo śmiercią przyjaciela. Po prostu to olał. Dotarłam na lekcję. Na szczęście nie byłam pytana. Reszta lekcji minęła podobnie. Kiedy wróciłam do domu Alice i Daniel uczyli się. Ja pragnęłam tylko snu. Całą noc nie zmrużyłam oka. Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam torbę w kąt. Położyłam się na łóżku i poczułam ukłucie w plecy. Leżałam na kopercie od Parksa.
Otworzyłam ją. W środku oprócz pieniędzy była też kartka. Rozwinęłam ja i zaczęłam czytać...
POV ZAYN
Problem. Matt nie żyje. Teraz na pewno rodzice będą szukać tego, który sprzedawał mu narkotyki. Z pewnością pierwszy trop padnie na mnie, po tym jak te małolaty mnie widziały. Hazza na pewno nie wygada. Zbyt wiele by stracił. Muszę je jakoś uciszyć. ...
Byłam zdziwiona, że wstałam tak wcześnie, skoro zasnęłam dopiero około trzeciej w nocy. Podniosłam mój telefon, który znajdował się na szafce nocnej i odblokowałam ekran. Białe cyfry wskazywały piątą dwadzieścia rano. Zauważyłam też kilka nieodebranych połączeń od Ellie. Zastanawiałam się dlaczego dzwoniła. Powoli zwlekłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Otworzyłam drzwi pokoju moich rodziców. Nie było ich tam. Pewnie wyszli na spotkanie ze znajomymi, ale mama zawsze mnie powiadamiała, kiedy mieli zostać do późna. Nie zważając na godzinę postanowiłam obudzić mojego brata z nadzieją, że może on coś wie. Pomieszczenie w którym sypiał Matt było puste, to było trafne określenie bo całymi dniami włóczył się po ulicach z Malikiem i Stylesem. Bez wahania wybrałam numer mamy i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
POV ELINOR
Państwo Parks siedzieli dalej wstrząśnięci tą wiadomością. Płakali wtuleni w siebie nawzajem. Serce mi pękało, bo w jakiś sposób przyczyniłam się do śmierci Matta. Umarłabym gdybym miała stracić Alice lub Daniela. Moja głowa schowana była między kolanami. Uroniłam kilka łez, kiedy rozdzwonił się telefon matki Nelson. Słyszałam tylko urywek ich rozmowy.
- Mamo, gdzie jesteście? Matt znowu uciekł.- Do oczu znów cisnęła mi się słona ciecz. Pani Parks wybuchła płaczem przez co poczułam się jeszcze gorzej. Usłyszałam kroki i spojrzałam na osobę, która stała przede mną.
- Proszę... powiedz jej. Byłaś przy tym. Wiesz więcej niż my.- Zabrzmiał mocny głos Pana Parks'a. Podał mi telefon, a ja zabrałam je i odeszłam kawałek, żeby zaoszczędzić im chodź trochę cierpienia. Stałam na drugim końcu korytarza. Patrzyłam przez okno, które najwidoczniej od kilku lat nie widziało płynu i ścierki.
POV NELLIE
- Nellie...Przepraszam. Ja ... nie chciałam. Gdybym tylko mogła coś zrobić! - Po drugiej stronie zabrzmiał załamany głos mojej przyjaciółki. Nie miałam pojęcia co się dzieję.
- Ellie.. spokojnie. Odpowiedz, ale wolniej. - Miałam nadzieje, że dowiem się co się stało.
- Nie oczekuję od ciebie wybaczenia. Liczę tylko na to, że mnie zrozumiesz. Nie mogłam zasnąć. Wyszłam i usiadłam na chodniku. Przyszedł Matt i oddał mi pieniądze. Wstał, a potem upadł. Powinnam mu pomóc, ale nie wiedziałam co robić. Wezwałam karetkę. Było już za późno. Przepraszam. Zawiodłam cię. Jesteś dla mnie bardzo ważna i zrozumiem jeśli mnie znienawidzisz. Nie zasłużyłam na ciebie.- Nie docierało to do mnie. W przypływie adrenaliny rzuciłam telefonem w ścianę. Moje policzki były już całe mokre. Krzyczałam i waliłam pięścią w poduszkę. Wszystko na nic. Mój brat nie wróci! Nigdy... zostałam sama. Chciałam się od tego uwolnić, ale wtedy wszystkie wspomnienia zaczęły wracać. Wyszłam z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Wbiegłam do pomieszczenia Matta. Przewróciłam mały stolik, a stojąca na nim lampa , która uderzyła o ziemię roztrzaskała się. Następnie laptop. Niszczyłam pokój dopóki nie straciłam sił. Potem usiadłam na drewnianym parapecie. Sama nie wiem, dlaczego sprawiłam, że pokój mojego brata wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. To był impuls. Byłam załamana. Mój brat nie był ideałem. Trzymaliśmy się razem dopóki nie poznał Malika i Stylesa. To oni byli głównym powodem przez , który Matt zaczął brać. Przez nich stał się agresywnym dupkiem. Znów miałam zamiar w coś uderzyć, ale poczułam ciepłą rękę na moich plecach. To był tata. Nawet nie zauważyłam kiedy przyjechali. Wstałam i wtuliłam się w niego. Nie potrafiłam opanować płaczu.
- Chodź- Chwycił moją rękę tak jak wtedy, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką i zaprowadził do salonu, gdzie zmusił do wypicia gorącej herbaty. Po opróżnieniu całego kupka nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
POV ELINOR
Wróciłam do domu. Wciąż czułam ramiona Matta otulające mnie w nocy. Wszystko działo się tak szybko. Gdybym tylko umiała udzielić pierwszej pomocy. Opuściłam kabinę prysznicową i okryłam się ręcznikiem. Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Obwiniałam się. Chciałabym cofnąć czas. Ubrałam się. Daniel i Alice wyszli do szkoły wcześniej. Byłam z nich dumna. Ja byłam już spóźniona. Mam nadzieję, że zobaczę dzisiaj Parks i porozmawiamy. Wzięłam plecak i wyszłam. Ojciec znów leżał pijany. To codzienna rutyna. Wiele razy nachodziły mnie myśli , że może w końcu umrze od tego picia. Oddałabym wszystko, żeby Matt żył zamiast niego. Niestety nie zawsze dostajemy to czego chcemy. Słońce wciąż świeciło bardzo mocno jak na koniec września. Dalej dziwiło mnie to czemu bal licealistów jest na początku zamiast na końcu trzeciej klasy. Nauczyciel twierdzi, że podczas drugiego semestru nie ma czasu na zabawy tylko na przygotowywanie się do ostatniego egzaminu. Kiedy dotarłam pod szkołę skończyła się pierwsza lekcja więc dużo nie straciłam. W holu nie było nikogo. Wypakowałam wszystkie książki do szafki zabierając ze sobą jedynie chemię. Znowu czułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się i spojrzałam na Mulata. Wróciło do mnie wydarzenie z wczorajszego dnia, kiedy razem z Mattem wstrzykiwali sobie to świństwo.
- Nie patrz się tak na mnie pieprzony ćpunie!- krzyknęłam. Na jego twarzy widać było zdenerwowanie. Podszedł do mnie i przykuł swoim ciałem do szafki.
- Powiedz o tym chodź jednej osobie , a zabiję ciebie i całą twoją rodzinę. Rozumiesz? - Patrzył mi w oczy. Jego jeszcze przed chwilą czekoladowe tęczówki teraz były czarne.
- To ty dałeś mu narkotyki ? Ty dałeś je Mattowi ? - Spytałam. Wiedziałam, że mi nie odpowie, ale po chwili wyszeptał prosto w moje ucho.
- Nie. Poza tym to nie twoja sprawa. - Powiedział spokojnie przejeżdżając ręką po moim policzku. Spojrzał na mnie i odsunął się.
- Matt nie żyje. Przedawkował.- Swoje ręce oparł o szafkę po obydwu stronach mojej głowy.
- Co ?- Spytał zaskoczony.
- Zaćpał. W nocy.- Wyszeptałam. Mulat mnie przerażał. Bałam się, że skatuje mnie jak ojciec. Po wyglądzie można stwierdzić, że byłby do tego zdolny.
- Z kąt wiesz ?- Padło pytanie na które ciężko mi było odpowiedzieć. Nie chciałam wracać do minionej nocy.
- Byłam przy nim. - Powiedziałam, a on jęknął ciche " kurwa" i odszedł. Widać nie przejął się za bardzo śmiercią przyjaciela. Po prostu to olał. Dotarłam na lekcję. Na szczęście nie byłam pytana. Reszta lekcji minęła podobnie. Kiedy wróciłam do domu Alice i Daniel uczyli się. Ja pragnęłam tylko snu. Całą noc nie zmrużyłam oka. Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam torbę w kąt. Położyłam się na łóżku i poczułam ukłucie w plecy. Leżałam na kopercie od Parksa.
Otworzyłam ją. W środku oprócz pieniędzy była też kartka. Rozwinęłam ja i zaczęłam czytać...
POV ZAYN
Problem. Matt nie żyje. Teraz na pewno rodzice będą szukać tego, który sprzedawał mu narkotyki. Z pewnością pierwszy trop padnie na mnie, po tym jak te małolaty mnie widziały. Hazza na pewno nie wygada. Zbyt wiele by stracił. Muszę je jakoś uciszyć. ...
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 2 :D
Może zacznijmy tak. Na wstępie chciałabym wam podziękować za ponad 100 wyświetleń. Jestem pod wrażeniem, że jest aż 9 komentarzy pod pierwszym rozdziałem. To jest rekord :D Poza tym chcę
trochę rozwinąć wątek Nellie. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Miłego czytania :D
ELINOR'S POV
Byłam słaba. Zdołałam tylko otworzyć oczy. Wciąż moje ciało leżało na podłodze. Obok siedziała mała Alice. Widać było mokre ślady na jej policzkach. Płakała. Mam dosyć. Mam ochotę zabić tego gnojką. Jak można uderzyć taką małą bezbronną dziewczynkę, która nie jest niczemu winna? Ten człowiek jest chory psychicznie. Niestety nie mogę nic zrobić. Wtedy trafilibyśmy do domu dziecka. Może to nie było by złym pomysłem, ale myśl o rozdzieleniu tak, że nie ma się chęci myśleć o szczęściu rodziny. Lekko się podniosłam czego od razu pożałowałam. Niemal natychmiastowo przeszył mnie ból. Podniosłam koszulkę. Na brzuchu było znacznie więcej siniaków. W niektórych miejscach było też widać krew. Znów się podniosłam. Nie zważając na ból sięgnęłam do szafki nocnej i zażyłam kilka silnych tabletek przeciwbólowych. Przyzwyczaiłam się do uczucia bólu. Gdyby nie Nellie, w moim życiu nie byłoby nawet grama radości. Nie mogę też zapomnieć o moim rodzeństwie, lecz oni też rzadko kipią radością. Pocałowałam Alice w czoło i przeszłam do łazienki. Przekręciłam zamek w drzwiach, po czym ściągnęłam ubrania z poprzedniego dnia w nie, których miejscach poplamione krwią i weszłam pod prysznic. Woda, oczywiście zimna obmyła moje ciało, a ja mogłam chodź na chwilę uwolnić się od rzeczywistości. Umyłam włosy i całe ciała, po czym opuściłam kabinę. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem i ubrałam. Wysuszyłam włosy i opuściłam pomieszczenie. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc zrobiłam kilka kanapek i podałam je Alice i Danielowi. Chwyciłam za plecak i wyszliśmy z domu. Oczywiście w drodze do szkoły, dołączyła do nas Nelson. Jak zwykle się uśmiechała, przez co kąciki moich ust także się uniosły. Lecz dziś Parks była bardziej szczęśliwa niż zazwyczaj.
- Co Cię tak dzisiaj cieszy ? - spytałam uważnie się jej przyglądając.
- Pamiętasz ten sklep w którym byłyśmy w zeszłym tygodniu. Jutro jest wyprzedaż. Wszystko 50% taniej !- krzyknęła uradowana.
- Gdybym mogła poszłabym z tobą. Może innym razem.- powiedziałam. Może nie zasmuciło mnie to tak bardzo,ale chciałabym czasem wyjść ze znajomymi. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiele razy pragnęłam żyć tak jak Nellie czy inni znajomi z mojej szkoły. Zadzwonił dzwonek, więc udałam się do klasy. Na szczęście nie było dzisiaj Malika i spokojnie mogłam siedzie z Parks. Po planowałam iść do domu Nelson. Razem z moją przyjaciółką zgarnęłyśmy po drodze Daniela i Alice. Po około 15 minutach byłyśmy pod budynkiem. Delikatnie nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się. Nikogo nie było w domu. Przynajmniej nie w dolnej części. Weszłam po schodach, a następnie korytarzem doszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Weszłam i niemalże od razu wzięłam krzesło z rogu pokoju i podstawiłam pod szafę z ubraniami. Wyciągnęłam ręcę po małą szkatułkę. Ostrożnie zeszłam z krzesełka i odstawiłam je na miejsce. Usiadłam na skraju łóżka i otworzyłam pudełko. Trzymałam tam pieniądze zaoszczędzone na wynajęcie choćby małej kawalerki. Wszystko lepsze od mieszkania z naszym ojcem. Wstałam i rzuciłam drewnianą szkatułką o ścianę. Była pusta.
- Nelson jak mogłaś ?! Wiedziałaś jak bardzo potrzebuję tych pieniędzy.- Może to dziwne..ale ja rozpłakałam się. Jedyna nadzieja, żeby uciec przed katem zniknęła...wyparowała.
- Ellie to nie ja. Nie zrobiłabym ci takiego świństwa. Mam pewne podejrzenia. Moja mam mówiła, że z jej portfela znikają pieniądze. - Rzuciła i wyszła z pokoju. Poszłam w jej ślady podczas gdy moje rodzeństwo czekało w pokoju. Park wparowała do pokoju swojego brata. Siedział na łóżku razem z Malikiem i zielonookim chłopakiem w lokach. Matt ( brat Nelson ) i Mulat trzymali strzykawki z igłą wbitą pod skórę. Widziałam złość w oczach Nellie. Ja tylko stałam. Nie widziałam jak zareagować.
- Matt ! - Krzyknęła Parks. Brat Nellie i Loczek spojrzeli przestraszeni w jej stronę. Natomiast Malik patrzył na mnie. Na co ja odwróciłam wzrok. Po chwili wyciągnął z przedramienia igłę i wyszedł przez okno po czym zszedł po drzewie. Zaraz po nim wybiegł zielonooki.
- Więc ty brałeś te wszystkie pieniądze.! Jak mogłeś zabrać pieniądze mojej przyjaciółki ! Przecież wiesz jak bardzo ich potrzebuje.! - Wydzierała się moja przyjaciółka, a ja spuściłam głowę w dół.
Dotarło do mnie, że Matt z pewnością wydał już moje pieniądze na narkotyki. To koniec. Już nigdy nie zaznam wolności.
- Ell...Ja przepraszam... nie wiedziałem. Oddam ci tą kasę co do grosza.. Jeszcze dziś.- Wyciągnął igłę z ręki i podszedł do mnie. Ujął mój podbródek w swój swoją dłoń i spojrzał mi w oczy a potem objął silnymi ramionami. Nie chciał dla mnie źle. Czułam to.
- Jest ok..muszę lecieć- Powiedziałam wyswobadzając się z uścisku i opuszczając pomieszczenie. Zabrałam ze sobą Alice i Daniela i poszliśmy do domu. Ojca najwidoczniej nie było co trochę podniosło mnie na duchu. Dziś miałam wolne od pracy. Starałam się to robić codziennie, ale mój szef chciał zrobić remont. Mam nadzieję, że dzięki temu przybędzie więcej klientów, a ja więcej zarobię. Zrobiłam obiad, kiedy moje rodzeństwo odrabiało lekcję. Gdy tylko usłyszeliśmy,że ojciec wrócił jak zawsze zamknęliśmy się w swoich pokojach. Sama odrobiłam lekcję i starałam się nadrobić materiał. Próbowałam zasnąć, ale nawet liczenie baranów nie pomogło. Ubrałam się. Wsunęłam nagi buty i założyłam kurtkę. Kiedy wyszłam z domu było po północy. Szłam chodnikiem. Było spokojnie. Już dawno nie słyszałam takiej ciszy. Przysiadłam na krawędzi i słuchałam. Mogło by być tak codziennie, gdybym tylko miała tamte pieniądze. Usłyszałam wtedy wołanie.
- Waller ! - Odwróciłam się to był Parks. Usiadł obok mnie. Noc nie była zimna, a mimo to przytulił mnie do siebie. Kiedyś wyznał mi miłość. Byliśmy małolatami po 14, 15 lat. Był bardzo miły, porządny i przystojny, ale nigdy nie odwzajemniłam jego uczuć.
- Mam coś dla ciebie. Oddaję...- Powiedział i wręczył mi białą kopertę. A ja uściskałam go.
- Dziękuję. - Oparłam i się w niego wtuliłam. Był taki ciepły, że poczęłam zasypiać na jego ramieniu. Wtedy delikatnie mnie szturchnął.
- Muszę już iść...- Powiedział, po czym wstał i ruszył chodnikiem. Obserwowałam go i zauważyłam jak kilka metrów dalej po prostu runął na chodnik.
- Matt ! - Podbiegłam do niego. Był nieprzytomny jego serce biło, ale rytm był prawie niewyczuwalny. Od razu zadzwoniłam po pomoc.
1 godzinę później...
Siedziałam w szpitalu. Byli tutaj też jego rodzice. Powiedzieli, że Nelson została w domu. Nic jej nie powiedzieli. Zasłużyła by jej powiedzieć. Siedzę tutaj od 50 minut. Wiadomo tylko, że jest w śpiączce i że przedawkował. Lekarze próbują go ratować. Najgorsze jest to, że czytałam o tym w internecie. Pisało tam , że pierwsza pomoc jest bardzo ważna i to od niej zależy dalszy rozwój sytuacji. A ja siedziałam nad jego ciałem i nie wiedziałam co robić. Czekałam na przyjazd karetki. Nie wiem co się dzieję. Słyszę tylko przeraźliwy krzyk pani Parks. To koniec... A wszystko to moja wina.. koniec
Na świecie żyją ludzie, którzy zasłużyli na śmierć, ale są też dobrzy, którzy powinni żyć całe wieki...
( Posłuchajcie..)
Przepraszam,że pisanie rozdziału zajęło tak długo. Następny pojawi się niebawem. Będzie więcej Zayna, ale bez przesady. Więcej nie zdradzam. Do następnego.. Liczę na komentarze. :D
trochę rozwinąć wątek Nellie. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Miłego czytania :D
ELINOR'S POV
Byłam słaba. Zdołałam tylko otworzyć oczy. Wciąż moje ciało leżało na podłodze. Obok siedziała mała Alice. Widać było mokre ślady na jej policzkach. Płakała. Mam dosyć. Mam ochotę zabić tego gnojką. Jak można uderzyć taką małą bezbronną dziewczynkę, która nie jest niczemu winna? Ten człowiek jest chory psychicznie. Niestety nie mogę nic zrobić. Wtedy trafilibyśmy do domu dziecka. Może to nie było by złym pomysłem, ale myśl o rozdzieleniu tak, że nie ma się chęci myśleć o szczęściu rodziny. Lekko się podniosłam czego od razu pożałowałam. Niemal natychmiastowo przeszył mnie ból. Podniosłam koszulkę. Na brzuchu było znacznie więcej siniaków. W niektórych miejscach było też widać krew. Znów się podniosłam. Nie zważając na ból sięgnęłam do szafki nocnej i zażyłam kilka silnych tabletek przeciwbólowych. Przyzwyczaiłam się do uczucia bólu. Gdyby nie Nellie, w moim życiu nie byłoby nawet grama radości. Nie mogę też zapomnieć o moim rodzeństwie, lecz oni też rzadko kipią radością. Pocałowałam Alice w czoło i przeszłam do łazienki. Przekręciłam zamek w drzwiach, po czym ściągnęłam ubrania z poprzedniego dnia w nie, których miejscach poplamione krwią i weszłam pod prysznic. Woda, oczywiście zimna obmyła moje ciało, a ja mogłam chodź na chwilę uwolnić się od rzeczywistości. Umyłam włosy i całe ciała, po czym opuściłam kabinę. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem i ubrałam. Wysuszyłam włosy i opuściłam pomieszczenie. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc zrobiłam kilka kanapek i podałam je Alice i Danielowi. Chwyciłam za plecak i wyszliśmy z domu. Oczywiście w drodze do szkoły, dołączyła do nas Nelson. Jak zwykle się uśmiechała, przez co kąciki moich ust także się uniosły. Lecz dziś Parks była bardziej szczęśliwa niż zazwyczaj.
- Co Cię tak dzisiaj cieszy ? - spytałam uważnie się jej przyglądając.
- Pamiętasz ten sklep w którym byłyśmy w zeszłym tygodniu. Jutro jest wyprzedaż. Wszystko 50% taniej !- krzyknęła uradowana.
- Gdybym mogła poszłabym z tobą. Może innym razem.- powiedziałam. Może nie zasmuciło mnie to tak bardzo,ale chciałabym czasem wyjść ze znajomymi. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiele razy pragnęłam żyć tak jak Nellie czy inni znajomi z mojej szkoły. Zadzwonił dzwonek, więc udałam się do klasy. Na szczęście nie było dzisiaj Malika i spokojnie mogłam siedzie z Parks. Po planowałam iść do domu Nelson. Razem z moją przyjaciółką zgarnęłyśmy po drodze Daniela i Alice. Po około 15 minutach byłyśmy pod budynkiem. Delikatnie nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się. Nikogo nie było w domu. Przynajmniej nie w dolnej części. Weszłam po schodach, a następnie korytarzem doszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Weszłam i niemalże od razu wzięłam krzesło z rogu pokoju i podstawiłam pod szafę z ubraniami. Wyciągnęłam ręcę po małą szkatułkę. Ostrożnie zeszłam z krzesełka i odstawiłam je na miejsce. Usiadłam na skraju łóżka i otworzyłam pudełko. Trzymałam tam pieniądze zaoszczędzone na wynajęcie choćby małej kawalerki. Wszystko lepsze od mieszkania z naszym ojcem. Wstałam i rzuciłam drewnianą szkatułką o ścianę. Była pusta.
- Nelson jak mogłaś ?! Wiedziałaś jak bardzo potrzebuję tych pieniędzy.- Może to dziwne..ale ja rozpłakałam się. Jedyna nadzieja, żeby uciec przed katem zniknęła...wyparowała.
- Ellie to nie ja. Nie zrobiłabym ci takiego świństwa. Mam pewne podejrzenia. Moja mam mówiła, że z jej portfela znikają pieniądze. - Rzuciła i wyszła z pokoju. Poszłam w jej ślady podczas gdy moje rodzeństwo czekało w pokoju. Park wparowała do pokoju swojego brata. Siedział na łóżku razem z Malikiem i zielonookim chłopakiem w lokach. Matt ( brat Nelson ) i Mulat trzymali strzykawki z igłą wbitą pod skórę. Widziałam złość w oczach Nellie. Ja tylko stałam. Nie widziałam jak zareagować.
- Matt ! - Krzyknęła Parks. Brat Nellie i Loczek spojrzeli przestraszeni w jej stronę. Natomiast Malik patrzył na mnie. Na co ja odwróciłam wzrok. Po chwili wyciągnął z przedramienia igłę i wyszedł przez okno po czym zszedł po drzewie. Zaraz po nim wybiegł zielonooki.
- Więc ty brałeś te wszystkie pieniądze.! Jak mogłeś zabrać pieniądze mojej przyjaciółki ! Przecież wiesz jak bardzo ich potrzebuje.! - Wydzierała się moja przyjaciółka, a ja spuściłam głowę w dół.
Dotarło do mnie, że Matt z pewnością wydał już moje pieniądze na narkotyki. To koniec. Już nigdy nie zaznam wolności.
- Ell...Ja przepraszam... nie wiedziałem. Oddam ci tą kasę co do grosza.. Jeszcze dziś.- Wyciągnął igłę z ręki i podszedł do mnie. Ujął mój podbródek w swój swoją dłoń i spojrzał mi w oczy a potem objął silnymi ramionami. Nie chciał dla mnie źle. Czułam to.
- Jest ok..muszę lecieć- Powiedziałam wyswobadzając się z uścisku i opuszczając pomieszczenie. Zabrałam ze sobą Alice i Daniela i poszliśmy do domu. Ojca najwidoczniej nie było co trochę podniosło mnie na duchu. Dziś miałam wolne od pracy. Starałam się to robić codziennie, ale mój szef chciał zrobić remont. Mam nadzieję, że dzięki temu przybędzie więcej klientów, a ja więcej zarobię. Zrobiłam obiad, kiedy moje rodzeństwo odrabiało lekcję. Gdy tylko usłyszeliśmy,że ojciec wrócił jak zawsze zamknęliśmy się w swoich pokojach. Sama odrobiłam lekcję i starałam się nadrobić materiał. Próbowałam zasnąć, ale nawet liczenie baranów nie pomogło. Ubrałam się. Wsunęłam nagi buty i założyłam kurtkę. Kiedy wyszłam z domu było po północy. Szłam chodnikiem. Było spokojnie. Już dawno nie słyszałam takiej ciszy. Przysiadłam na krawędzi i słuchałam. Mogło by być tak codziennie, gdybym tylko miała tamte pieniądze. Usłyszałam wtedy wołanie.
- Waller ! - Odwróciłam się to był Parks. Usiadł obok mnie. Noc nie była zimna, a mimo to przytulił mnie do siebie. Kiedyś wyznał mi miłość. Byliśmy małolatami po 14, 15 lat. Był bardzo miły, porządny i przystojny, ale nigdy nie odwzajemniłam jego uczuć.
- Mam coś dla ciebie. Oddaję...- Powiedział i wręczył mi białą kopertę. A ja uściskałam go.
- Dziękuję. - Oparłam i się w niego wtuliłam. Był taki ciepły, że poczęłam zasypiać na jego ramieniu. Wtedy delikatnie mnie szturchnął.
- Muszę już iść...- Powiedział, po czym wstał i ruszył chodnikiem. Obserwowałam go i zauważyłam jak kilka metrów dalej po prostu runął na chodnik.
- Matt ! - Podbiegłam do niego. Był nieprzytomny jego serce biło, ale rytm był prawie niewyczuwalny. Od razu zadzwoniłam po pomoc.
1 godzinę później...
Siedziałam w szpitalu. Byli tutaj też jego rodzice. Powiedzieli, że Nelson została w domu. Nic jej nie powiedzieli. Zasłużyła by jej powiedzieć. Siedzę tutaj od 50 minut. Wiadomo tylko, że jest w śpiączce i że przedawkował. Lekarze próbują go ratować. Najgorsze jest to, że czytałam o tym w internecie. Pisało tam , że pierwsza pomoc jest bardzo ważna i to od niej zależy dalszy rozwój sytuacji. A ja siedziałam nad jego ciałem i nie wiedziałam co robić. Czekałam na przyjazd karetki. Nie wiem co się dzieję. Słyszę tylko przeraźliwy krzyk pani Parks. To koniec... A wszystko to moja wina.. koniec
Na świecie żyją ludzie, którzy zasłużyli na śmierć, ale są też dobrzy, którzy powinni żyć całe wieki...
Przepraszam,że pisanie rozdziału zajęło tak długo. Następny pojawi się niebawem. Będzie więcej Zayna, ale bez przesady. Więcej nie zdradzam. Do następnego.. Liczę na komentarze. :D
środa, 24 grudnia 2014
Przepraszam...
Jest mi bardzo przykro, że nie mogę dziś dodać rozdziału. Mama potrzebuje pomocy w kuchni. Po za tym nie mam dzisiaj weny. Na 100% będzie w weekend. Możecie mnie udusić, ale ja życzę wam Wesołych pogodnych świąt w groniE rodziny :D
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Emm... Rozdział 1 ?
- Elinor -
Poniedziałek 6.00 rano. Kolejny dzień. Nowy tydzień. Jak każdego ranka wypowiedziałam te słowa. " Ten dzień będzie lepszy ". Mimo to w głębi serca wiedziałam, że nic się nie zmieni. Otworzyłam jeszcze zaspane oczy. Rozejrzałam się po pokoju z nadzieją, że jestem gdzieś daleko. Gdziekolwiek byle nie w tym domu i nie z moim ojcem. Ten człowiek...nie zasłużył by go tak nazwać. Według mnie nie zasłużył nawet by mówić o nim " bestia". Potrząsnęłam głową, żeby choć przez chwilę o nim nie myśleć. Odrzuciłam na bok kołdrę i przeniosłam wzrok na moje chude i posiniaczone nogi. Musiały prezentować się okropnie, dlatego zawsze nosiłam długie spodnie. Postawiłam stopy na podłodze, a następnie wsunęłam je w ciepłe kapcie, które babcia uszyła mi zanim umarła. Przeciągnęłam się i wstałam, podeszłam do okna i lekko je uchyliłam. Słońce oświetliło swoimi promieniami jak prawie każdego wiosennego ranka w Bradford. Podeszłam do szafy, która nie była w dobrym stanie. Wybrałam jeansy i koszulkę na ramiączkach. Cicho przeszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i ubrałam się. Po umyciu zębów nałożyłam jeszcze na swoją twarz puder by zakryć siniaki i rozczesałam włosy. Po wyjściu z toalety przeszłam do pokoju mojego rodzeństwa i obudziłam ich. Podczas gdy oni szykowali się do szkoły ja zrobiłam kanapki i wyszliśmy z domu. Oczywiście wcześniej musiałam założyć na siebie bluzę by nikt nie zauważył fioletowo- żółtych plam na moim ciele. Kiedy oddaliliśmy się na kilka metrów od budynku w którym dorastałam odetchnęłam z ulgą. Udało nam się dziś uniknąć bicia z samego rana. Może to dziwne, ale nieliczna lubiłam chodzić do szkoły. Owszem nie miałam najlepszych stopni, ale nie to się liczyło. To był nasz azyl. Tylko tam byliśmy bezpieczni. Tylko tam mogliśmy posmakować spokoju, którego tak dawno z moim rodzeństwem nie czułam. Nelson wyrwała mnie z plątaniny myśli.
- Hej Nellie.- Powiedziałam i spojrzałam w jej stronę. Jej czarne jak heban włosy były rozpuszczone, a jej brązowe oczy, które jeszcze przed chwilą patrzyły na mnie, teraz obserwowały jakiś inny punkt. Był to plakat z napisem :
W TEN PIĄTEK !
O GODZ. 20.00
WIELKI BAL LICEALISTÓW !!!
- Nie rozumiem co w tym takiego ciekawego. Przecież to bal dla 3 klas. Przypominam ci, że jesteśmy w 2 klasie. - Odrzekłam. Właśnie taka była Nellie. Kochała imprezy. Fascynowały ją litry wódki przelewające się przez jej gardło. Czasem też brała.
- No tak.. Ale nikt nie powiedział, że nie możemy popatrzeć.- Nachodziły ją głupie pomysły, ale dalej była moją jedyną i najlepszą przyjaciółką.
- Nie wezmę w tym udziału. - Opowiedziałam i powolnym krokiem przeszłam przez próg szkoły.
- Oj proszę... Chcę tylko popatrzeć.- Zbyt długo ją znałam, żeby wiedzieć, że na tym się skończy.
- Okej - Powiedziałam.
Myślami znów do tego wracałam. Słychać było tylko uderzenia. Kolejny raz patrzyłam jak moje rodzeństwo jest bite grubym, skórzanym paskiem. Próbowałam im pomóc, ale sama wtedy obrywałam jeszcze mocniej. Nic nie mogłam zrobić. Nadal nie mogę. Widok ich cierpiących rozrywa moje serce...Zamyśliłam się i wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był dużo wyższy ode mnie. Miał czarne włosy postawione do góry. Miał brązowe oczy, ale bardziej przypominały kolor czarny. Dokładnie jak jego koszulka, która przylegała do jego oliwkowego ciała. Z pod T-shirt' u wystawo mu kilka tatuaży. Prawa ręka była pokryta nimi całkowicie.
- Patrz jak chodzisz dziwko ! - Krzyknął tylko i poszedł dalej. Od razu mój umysł umieścił go na liście osób, które trzeba unikać. Zadzwonił dzwonek. Razem z Nelson po pokonaniu schodów jako ostatnie weszłyśmy do klasy. Jak zawsze usiadłyśmy w pierwszej ławce. Lekcja na początku przebiegała w spokoju, do póki ten palant z korytarza nie zaczął odstawiać jakiś akcji. Ciągle czułam na sobie jego wzrok. Nie chciałam mieć z nim kłopotów. Jego gierki w końcu wkurzyły nauczyciela historii.
- Koniec ! Malik do pierwszej ławki. Nelson na koniec. - oburzył się i kontynuował prowadzenie lekcji. Mulat wykonał proźbę. Widziałam minę Nellie kiedy nauczyciel wypowiedział jej pełne imię. Moja także była podobna. Nie miałam zamiaru siedzieć obok tego chłopaka. Siedział na miejscu mojej przyjaciółki i dalej mi się przyglądał. Ja tylko przewróciłam oczami. Reszta lekcji wyglądała podobnie. Widać z tego nowgo niezłe ziółko. Kiedy wychodziłam ze szkoły dogoniła mnie Parks.
- Odprowadzić cię do restauracji ? - Nellie zawsze się o mnie troszczyła. Niekiedy lekko przesadzała.
- Nię dzięki. - odpowiedziałam i ruszyłam w swoją stronę. Po drodze odebrałam jeszcze Alice i Daniela i razem poszliśmy do " Bradford Grill ". Pracowałam tam po szkole. Mój ojciec oprócz tego, że pił, był jeszcze alkoholikiem. Utrzymywałam rodzinę. Kiedy ja stałam za barem, moje rodzeństwo odrabiało lekcję i uczyło się. Cieszył mnie ten widok bo starali się by w przyszłości żyło im się lepiej niż teraz. Jednak z drugiej strony smuciło bo nie mogłam zapewnić im lepszych warunków. Obsłużyłam kilka klientów i razem z młodymi wróciłam do domu. Pusto. Albo ojca nie było w domu, albo schlał się tak, że zasnął. Nie jednak nie. Alice i Daniel poszli do pokoju. Ja byłam w kuchni. Posprzątałam bałagan, który zrobił mój ojciec. Planowałam iść do pokoju odrobić lekcję. Niestety on musiał wrócić. Uderzania były tak bolesne, że leżałam na podłodze i zwijałam się z bólu.
- Pytam się gdzie jest jedzenie ! - Krzyczał. Zanim zdążyłam odpowiedzieć oberwałam jeszcze kilka razy.
- Zakupy są na stole ... - Mój głos brzmiał o wiele słabiej niż kilka godzin wcześniej. Kiedy stary dureń grzebał w torbie, ja powoli weszłam po schodach. Zamknęłam się w pokoju i położyłam na podłodze. Zabrakło mi sił by dojść do łóżka. Widziałam krew, ale nie wiedziałam skąd dokładnie się wydobywa. Obraz zaczął mi rozmazywać. Traciłam kontrolę nad swoim ciałem. Ostatnie co pamiętam to ciemność...
~.~
Jest. Udało się jakimś cudem. Mam nadzieję, że się spodoba ;3
Poniedziałek 6.00 rano. Kolejny dzień. Nowy tydzień. Jak każdego ranka wypowiedziałam te słowa. " Ten dzień będzie lepszy ". Mimo to w głębi serca wiedziałam, że nic się nie zmieni. Otworzyłam jeszcze zaspane oczy. Rozejrzałam się po pokoju z nadzieją, że jestem gdzieś daleko. Gdziekolwiek byle nie w tym domu i nie z moim ojcem. Ten człowiek...nie zasłużył by go tak nazwać. Według mnie nie zasłużył nawet by mówić o nim " bestia". Potrząsnęłam głową, żeby choć przez chwilę o nim nie myśleć. Odrzuciłam na bok kołdrę i przeniosłam wzrok na moje chude i posiniaczone nogi. Musiały prezentować się okropnie, dlatego zawsze nosiłam długie spodnie. Postawiłam stopy na podłodze, a następnie wsunęłam je w ciepłe kapcie, które babcia uszyła mi zanim umarła. Przeciągnęłam się i wstałam, podeszłam do okna i lekko je uchyliłam. Słońce oświetliło swoimi promieniami jak prawie każdego wiosennego ranka w Bradford. Podeszłam do szafy, która nie była w dobrym stanie. Wybrałam jeansy i koszulkę na ramiączkach. Cicho przeszłam do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i ubrałam się. Po umyciu zębów nałożyłam jeszcze na swoją twarz puder by zakryć siniaki i rozczesałam włosy. Po wyjściu z toalety przeszłam do pokoju mojego rodzeństwa i obudziłam ich. Podczas gdy oni szykowali się do szkoły ja zrobiłam kanapki i wyszliśmy z domu. Oczywiście wcześniej musiałam założyć na siebie bluzę by nikt nie zauważył fioletowo- żółtych plam na moim ciele. Kiedy oddaliliśmy się na kilka metrów od budynku w którym dorastałam odetchnęłam z ulgą. Udało nam się dziś uniknąć bicia z samego rana. Może to dziwne, ale nieliczna lubiłam chodzić do szkoły. Owszem nie miałam najlepszych stopni, ale nie to się liczyło. To był nasz azyl. Tylko tam byliśmy bezpieczni. Tylko tam mogliśmy posmakować spokoju, którego tak dawno z moim rodzeństwem nie czułam. Nelson wyrwała mnie z plątaniny myśli.
- Hej Nellie.- Powiedziałam i spojrzałam w jej stronę. Jej czarne jak heban włosy były rozpuszczone, a jej brązowe oczy, które jeszcze przed chwilą patrzyły na mnie, teraz obserwowały jakiś inny punkt. Był to plakat z napisem :
W TEN PIĄTEK !
O GODZ. 20.00
WIELKI BAL LICEALISTÓW !!!
- Nie rozumiem co w tym takiego ciekawego. Przecież to bal dla 3 klas. Przypominam ci, że jesteśmy w 2 klasie. - Odrzekłam. Właśnie taka była Nellie. Kochała imprezy. Fascynowały ją litry wódki przelewające się przez jej gardło. Czasem też brała.
- No tak.. Ale nikt nie powiedział, że nie możemy popatrzeć.- Nachodziły ją głupie pomysły, ale dalej była moją jedyną i najlepszą przyjaciółką.
- Nie wezmę w tym udziału. - Opowiedziałam i powolnym krokiem przeszłam przez próg szkoły.
- Oj proszę... Chcę tylko popatrzeć.- Zbyt długo ją znałam, żeby wiedzieć, że na tym się skończy.
- Okej - Powiedziałam.
Myślami znów do tego wracałam. Słychać było tylko uderzenia. Kolejny raz patrzyłam jak moje rodzeństwo jest bite grubym, skórzanym paskiem. Próbowałam im pomóc, ale sama wtedy obrywałam jeszcze mocniej. Nic nie mogłam zrobić. Nadal nie mogę. Widok ich cierpiących rozrywa moje serce...Zamyśliłam się i wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był dużo wyższy ode mnie. Miał czarne włosy postawione do góry. Miał brązowe oczy, ale bardziej przypominały kolor czarny. Dokładnie jak jego koszulka, która przylegała do jego oliwkowego ciała. Z pod T-shirt' u wystawo mu kilka tatuaży. Prawa ręka była pokryta nimi całkowicie.
- Patrz jak chodzisz dziwko ! - Krzyknął tylko i poszedł dalej. Od razu mój umysł umieścił go na liście osób, które trzeba unikać. Zadzwonił dzwonek. Razem z Nelson po pokonaniu schodów jako ostatnie weszłyśmy do klasy. Jak zawsze usiadłyśmy w pierwszej ławce. Lekcja na początku przebiegała w spokoju, do póki ten palant z korytarza nie zaczął odstawiać jakiś akcji. Ciągle czułam na sobie jego wzrok. Nie chciałam mieć z nim kłopotów. Jego gierki w końcu wkurzyły nauczyciela historii.
- Koniec ! Malik do pierwszej ławki. Nelson na koniec. - oburzył się i kontynuował prowadzenie lekcji. Mulat wykonał proźbę. Widziałam minę Nellie kiedy nauczyciel wypowiedział jej pełne imię. Moja także była podobna. Nie miałam zamiaru siedzieć obok tego chłopaka. Siedział na miejscu mojej przyjaciółki i dalej mi się przyglądał. Ja tylko przewróciłam oczami. Reszta lekcji wyglądała podobnie. Widać z tego nowgo niezłe ziółko. Kiedy wychodziłam ze szkoły dogoniła mnie Parks.
- Odprowadzić cię do restauracji ? - Nellie zawsze się o mnie troszczyła. Niekiedy lekko przesadzała.
- Nię dzięki. - odpowiedziałam i ruszyłam w swoją stronę. Po drodze odebrałam jeszcze Alice i Daniela i razem poszliśmy do " Bradford Grill ". Pracowałam tam po szkole. Mój ojciec oprócz tego, że pił, był jeszcze alkoholikiem. Utrzymywałam rodzinę. Kiedy ja stałam za barem, moje rodzeństwo odrabiało lekcję i uczyło się. Cieszył mnie ten widok bo starali się by w przyszłości żyło im się lepiej niż teraz. Jednak z drugiej strony smuciło bo nie mogłam zapewnić im lepszych warunków. Obsłużyłam kilka klientów i razem z młodymi wróciłam do domu. Pusto. Albo ojca nie było w domu, albo schlał się tak, że zasnął. Nie jednak nie. Alice i Daniel poszli do pokoju. Ja byłam w kuchni. Posprzątałam bałagan, który zrobił mój ojciec. Planowałam iść do pokoju odrobić lekcję. Niestety on musiał wrócić. Uderzania były tak bolesne, że leżałam na podłodze i zwijałam się z bólu.
- Pytam się gdzie jest jedzenie ! - Krzyczał. Zanim zdążyłam odpowiedzieć oberwałam jeszcze kilka razy.
- Zakupy są na stole ... - Mój głos brzmiał o wiele słabiej niż kilka godzin wcześniej. Kiedy stary dureń grzebał w torbie, ja powoli weszłam po schodach. Zamknęłam się w pokoju i położyłam na podłodze. Zabrakło mi sił by dojść do łóżka. Widziałam krew, ale nie wiedziałam skąd dokładnie się wydobywa. Obraz zaczął mi rozmazywać. Traciłam kontrolę nad swoim ciałem. Ostatnie co pamiętam to ciemność...
~.~
Jest. Udało się jakimś cudem. Mam nadzieję, że się spodoba ;3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
