POV NELSON
Byłam zdziwiona, że wstałam tak wcześnie, skoro zasnęłam dopiero około trzeciej w nocy. Podniosłam mój telefon, który znajdował się na szafce nocnej i odblokowałam ekran. Białe cyfry wskazywały piątą dwadzieścia rano. Zauważyłam też kilka nieodebranych połączeń od Ellie. Zastanawiałam się dlaczego dzwoniła. Powoli zwlekłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Otworzyłam drzwi pokoju moich rodziców. Nie było ich tam. Pewnie wyszli na spotkanie ze znajomymi, ale mama zawsze mnie powiadamiała, kiedy mieli zostać do późna. Nie zważając na godzinę postanowiłam obudzić mojego brata z nadzieją, że może on coś wie. Pomieszczenie w którym sypiał Matt było puste, to było trafne określenie bo całymi dniami włóczył się po ulicach z Malikiem i Stylesem. Bez wahania wybrałam numer mamy i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
POV ELINOR
Państwo Parks siedzieli dalej wstrząśnięci tą wiadomością. Płakali wtuleni w siebie nawzajem. Serce mi pękało, bo w jakiś sposób przyczyniłam się do śmierci Matta. Umarłabym gdybym miała stracić Alice lub Daniela. Moja głowa schowana była między kolanami. Uroniłam kilka łez, kiedy rozdzwonił się telefon matki Nelson. Słyszałam tylko urywek ich rozmowy.
- Mamo, gdzie jesteście? Matt znowu uciekł.- Do oczu znów cisnęła mi się słona ciecz. Pani Parks wybuchła płaczem przez co poczułam się jeszcze gorzej. Usłyszałam kroki i spojrzałam na osobę, która stała przede mną.
- Proszę... powiedz jej. Byłaś przy tym. Wiesz więcej niż my.- Zabrzmiał mocny głos Pana Parks'a. Podał mi telefon, a ja zabrałam je i odeszłam kawałek, żeby zaoszczędzić im chodź trochę cierpienia. Stałam na drugim końcu korytarza. Patrzyłam przez okno, które najwidoczniej od kilku lat nie widziało płynu i ścierki.
POV NELLIE
- Nellie...Przepraszam. Ja ... nie chciałam. Gdybym tylko mogła coś zrobić! - Po drugiej stronie zabrzmiał załamany głos mojej przyjaciółki. Nie miałam pojęcia co się dzieję.
- Ellie.. spokojnie. Odpowiedz, ale wolniej. - Miałam nadzieje, że dowiem się co się stało.
- Nie oczekuję od ciebie wybaczenia. Liczę tylko na to, że mnie zrozumiesz. Nie mogłam zasnąć. Wyszłam i usiadłam na chodniku. Przyszedł Matt i oddał mi pieniądze. Wstał, a potem upadł. Powinnam mu pomóc, ale nie wiedziałam co robić. Wezwałam karetkę. Było już za późno. Przepraszam. Zawiodłam cię. Jesteś dla mnie bardzo ważna i zrozumiem jeśli mnie znienawidzisz. Nie zasłużyłam na ciebie.- Nie docierało to do mnie. W przypływie adrenaliny rzuciłam telefonem w ścianę. Moje policzki były już całe mokre. Krzyczałam i waliłam pięścią w poduszkę. Wszystko na nic. Mój brat nie wróci! Nigdy... zostałam sama. Chciałam się od tego uwolnić, ale wtedy wszystkie wspomnienia zaczęły wracać. Wyszłam z mojego pokoju trzaskając drzwiami. Wbiegłam do pomieszczenia Matta. Przewróciłam mały stolik, a stojąca na nim lampa , która uderzyła o ziemię roztrzaskała się. Następnie laptop. Niszczyłam pokój dopóki nie straciłam sił. Potem usiadłam na drewnianym parapecie. Sama nie wiem, dlaczego sprawiłam, że pokój mojego brata wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. To był impuls. Byłam załamana. Mój brat nie był ideałem. Trzymaliśmy się razem dopóki nie poznał Malika i Stylesa. To oni byli głównym powodem przez , który Matt zaczął brać. Przez nich stał się agresywnym dupkiem. Znów miałam zamiar w coś uderzyć, ale poczułam ciepłą rękę na moich plecach. To był tata. Nawet nie zauważyłam kiedy przyjechali. Wstałam i wtuliłam się w niego. Nie potrafiłam opanować płaczu.
- Chodź- Chwycił moją rękę tak jak wtedy, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką i zaprowadził do salonu, gdzie zmusił do wypicia gorącej herbaty. Po opróżnieniu całego kupka nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
POV ELINOR
Wróciłam do domu. Wciąż czułam ramiona Matta otulające mnie w nocy. Wszystko działo się tak szybko. Gdybym tylko umiała udzielić pierwszej pomocy. Opuściłam kabinę prysznicową i okryłam się ręcznikiem. Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Obwiniałam się. Chciałabym cofnąć czas. Ubrałam się. Daniel i Alice wyszli do szkoły wcześniej. Byłam z nich dumna. Ja byłam już spóźniona. Mam nadzieję, że zobaczę dzisiaj Parks i porozmawiamy. Wzięłam plecak i wyszłam. Ojciec znów leżał pijany. To codzienna rutyna. Wiele razy nachodziły mnie myśli , że może w końcu umrze od tego picia. Oddałabym wszystko, żeby Matt żył zamiast niego. Niestety nie zawsze dostajemy to czego chcemy. Słońce wciąż świeciło bardzo mocno jak na koniec września. Dalej dziwiło mnie to czemu bal licealistów jest na początku zamiast na końcu trzeciej klasy. Nauczyciel twierdzi, że podczas drugiego semestru nie ma czasu na zabawy tylko na przygotowywanie się do ostatniego egzaminu. Kiedy dotarłam pod szkołę skończyła się pierwsza lekcja więc dużo nie straciłam. W holu nie było nikogo. Wypakowałam wszystkie książki do szafki zabierając ze sobą jedynie chemię. Znowu czułam na sobie czyiś wzrok. Odwróciłam się i spojrzałam na Mulata. Wróciło do mnie wydarzenie z wczorajszego dnia, kiedy razem z Mattem wstrzykiwali sobie to świństwo.
- Nie patrz się tak na mnie pieprzony ćpunie!- krzyknęłam. Na jego twarzy widać było zdenerwowanie. Podszedł do mnie i przykuł swoim ciałem do szafki.
- Powiedz o tym chodź jednej osobie , a zabiję ciebie i całą twoją rodzinę. Rozumiesz? - Patrzył mi w oczy. Jego jeszcze przed chwilą czekoladowe tęczówki teraz były czarne.
- To ty dałeś mu narkotyki ? Ty dałeś je Mattowi ? - Spytałam. Wiedziałam, że mi nie odpowie, ale po chwili wyszeptał prosto w moje ucho.
- Nie. Poza tym to nie twoja sprawa. - Powiedział spokojnie przejeżdżając ręką po moim policzku. Spojrzał na mnie i odsunął się.
- Matt nie żyje. Przedawkował.- Swoje ręce oparł o szafkę po obydwu stronach mojej głowy.
- Co ?- Spytał zaskoczony.
- Zaćpał. W nocy.- Wyszeptałam. Mulat mnie przerażał. Bałam się, że skatuje mnie jak ojciec. Po wyglądzie można stwierdzić, że byłby do tego zdolny.
- Z kąt wiesz ?- Padło pytanie na które ciężko mi było odpowiedzieć. Nie chciałam wracać do minionej nocy.
- Byłam przy nim. - Powiedziałam, a on jęknął ciche " kurwa" i odszedł. Widać nie przejął się za bardzo śmiercią przyjaciela. Po prostu to olał. Dotarłam na lekcję. Na szczęście nie byłam pytana. Reszta lekcji minęła podobnie. Kiedy wróciłam do domu Alice i Daniel uczyli się. Ja pragnęłam tylko snu. Całą noc nie zmrużyłam oka. Weszłam do mojego pokoju i rzuciłam torbę w kąt. Położyłam się na łóżku i poczułam ukłucie w plecy. Leżałam na kopercie od Parksa.
Otworzyłam ją. W środku oprócz pieniędzy była też kartka. Rozwinęłam ja i zaczęłam czytać...
POV ZAYN
Problem. Matt nie żyje. Teraz na pewno rodzice będą szukać tego, który sprzedawał mu narkotyki. Z pewnością pierwszy trop padnie na mnie, po tym jak te małolaty mnie widziały. Hazza na pewno nie wygada. Zbyt wiele by stracił. Muszę je jakoś uciszyć. ...
sobota, 24 stycznia 2015
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział 2 :D
Może zacznijmy tak. Na wstępie chciałabym wam podziękować za ponad 100 wyświetleń. Jestem pod wrażeniem, że jest aż 9 komentarzy pod pierwszym rozdziałem. To jest rekord :D Poza tym chcę
trochę rozwinąć wątek Nellie. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Miłego czytania :D
ELINOR'S POV
Byłam słaba. Zdołałam tylko otworzyć oczy. Wciąż moje ciało leżało na podłodze. Obok siedziała mała Alice. Widać było mokre ślady na jej policzkach. Płakała. Mam dosyć. Mam ochotę zabić tego gnojką. Jak można uderzyć taką małą bezbronną dziewczynkę, która nie jest niczemu winna? Ten człowiek jest chory psychicznie. Niestety nie mogę nic zrobić. Wtedy trafilibyśmy do domu dziecka. Może to nie było by złym pomysłem, ale myśl o rozdzieleniu tak, że nie ma się chęci myśleć o szczęściu rodziny. Lekko się podniosłam czego od razu pożałowałam. Niemal natychmiastowo przeszył mnie ból. Podniosłam koszulkę. Na brzuchu było znacznie więcej siniaków. W niektórych miejscach było też widać krew. Znów się podniosłam. Nie zważając na ból sięgnęłam do szafki nocnej i zażyłam kilka silnych tabletek przeciwbólowych. Przyzwyczaiłam się do uczucia bólu. Gdyby nie Nellie, w moim życiu nie byłoby nawet grama radości. Nie mogę też zapomnieć o moim rodzeństwie, lecz oni też rzadko kipią radością. Pocałowałam Alice w czoło i przeszłam do łazienki. Przekręciłam zamek w drzwiach, po czym ściągnęłam ubrania z poprzedniego dnia w nie, których miejscach poplamione krwią i weszłam pod prysznic. Woda, oczywiście zimna obmyła moje ciało, a ja mogłam chodź na chwilę uwolnić się od rzeczywistości. Umyłam włosy i całe ciała, po czym opuściłam kabinę. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem i ubrałam. Wysuszyłam włosy i opuściłam pomieszczenie. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc zrobiłam kilka kanapek i podałam je Alice i Danielowi. Chwyciłam za plecak i wyszliśmy z domu. Oczywiście w drodze do szkoły, dołączyła do nas Nelson. Jak zwykle się uśmiechała, przez co kąciki moich ust także się uniosły. Lecz dziś Parks była bardziej szczęśliwa niż zazwyczaj.
- Co Cię tak dzisiaj cieszy ? - spytałam uważnie się jej przyglądając.
- Pamiętasz ten sklep w którym byłyśmy w zeszłym tygodniu. Jutro jest wyprzedaż. Wszystko 50% taniej !- krzyknęła uradowana.
- Gdybym mogła poszłabym z tobą. Może innym razem.- powiedziałam. Może nie zasmuciło mnie to tak bardzo,ale chciałabym czasem wyjść ze znajomymi. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiele razy pragnęłam żyć tak jak Nellie czy inni znajomi z mojej szkoły. Zadzwonił dzwonek, więc udałam się do klasy. Na szczęście nie było dzisiaj Malika i spokojnie mogłam siedzie z Parks. Po planowałam iść do domu Nelson. Razem z moją przyjaciółką zgarnęłyśmy po drodze Daniela i Alice. Po około 15 minutach byłyśmy pod budynkiem. Delikatnie nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się. Nikogo nie było w domu. Przynajmniej nie w dolnej części. Weszłam po schodach, a następnie korytarzem doszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Weszłam i niemalże od razu wzięłam krzesło z rogu pokoju i podstawiłam pod szafę z ubraniami. Wyciągnęłam ręcę po małą szkatułkę. Ostrożnie zeszłam z krzesełka i odstawiłam je na miejsce. Usiadłam na skraju łóżka i otworzyłam pudełko. Trzymałam tam pieniądze zaoszczędzone na wynajęcie choćby małej kawalerki. Wszystko lepsze od mieszkania z naszym ojcem. Wstałam i rzuciłam drewnianą szkatułką o ścianę. Była pusta.
- Nelson jak mogłaś ?! Wiedziałaś jak bardzo potrzebuję tych pieniędzy.- Może to dziwne..ale ja rozpłakałam się. Jedyna nadzieja, żeby uciec przed katem zniknęła...wyparowała.
- Ellie to nie ja. Nie zrobiłabym ci takiego świństwa. Mam pewne podejrzenia. Moja mam mówiła, że z jej portfela znikają pieniądze. - Rzuciła i wyszła z pokoju. Poszłam w jej ślady podczas gdy moje rodzeństwo czekało w pokoju. Park wparowała do pokoju swojego brata. Siedział na łóżku razem z Malikiem i zielonookim chłopakiem w lokach. Matt ( brat Nelson ) i Mulat trzymali strzykawki z igłą wbitą pod skórę. Widziałam złość w oczach Nellie. Ja tylko stałam. Nie widziałam jak zareagować.
- Matt ! - Krzyknęła Parks. Brat Nellie i Loczek spojrzeli przestraszeni w jej stronę. Natomiast Malik patrzył na mnie. Na co ja odwróciłam wzrok. Po chwili wyciągnął z przedramienia igłę i wyszedł przez okno po czym zszedł po drzewie. Zaraz po nim wybiegł zielonooki.
- Więc ty brałeś te wszystkie pieniądze.! Jak mogłeś zabrać pieniądze mojej przyjaciółki ! Przecież wiesz jak bardzo ich potrzebuje.! - Wydzierała się moja przyjaciółka, a ja spuściłam głowę w dół.
Dotarło do mnie, że Matt z pewnością wydał już moje pieniądze na narkotyki. To koniec. Już nigdy nie zaznam wolności.
- Ell...Ja przepraszam... nie wiedziałem. Oddam ci tą kasę co do grosza.. Jeszcze dziś.- Wyciągnął igłę z ręki i podszedł do mnie. Ujął mój podbródek w swój swoją dłoń i spojrzał mi w oczy a potem objął silnymi ramionami. Nie chciał dla mnie źle. Czułam to.
- Jest ok..muszę lecieć- Powiedziałam wyswobadzając się z uścisku i opuszczając pomieszczenie. Zabrałam ze sobą Alice i Daniela i poszliśmy do domu. Ojca najwidoczniej nie było co trochę podniosło mnie na duchu. Dziś miałam wolne od pracy. Starałam się to robić codziennie, ale mój szef chciał zrobić remont. Mam nadzieję, że dzięki temu przybędzie więcej klientów, a ja więcej zarobię. Zrobiłam obiad, kiedy moje rodzeństwo odrabiało lekcję. Gdy tylko usłyszeliśmy,że ojciec wrócił jak zawsze zamknęliśmy się w swoich pokojach. Sama odrobiłam lekcję i starałam się nadrobić materiał. Próbowałam zasnąć, ale nawet liczenie baranów nie pomogło. Ubrałam się. Wsunęłam nagi buty i założyłam kurtkę. Kiedy wyszłam z domu było po północy. Szłam chodnikiem. Było spokojnie. Już dawno nie słyszałam takiej ciszy. Przysiadłam na krawędzi i słuchałam. Mogło by być tak codziennie, gdybym tylko miała tamte pieniądze. Usłyszałam wtedy wołanie.
- Waller ! - Odwróciłam się to był Parks. Usiadł obok mnie. Noc nie była zimna, a mimo to przytulił mnie do siebie. Kiedyś wyznał mi miłość. Byliśmy małolatami po 14, 15 lat. Był bardzo miły, porządny i przystojny, ale nigdy nie odwzajemniłam jego uczuć.
- Mam coś dla ciebie. Oddaję...- Powiedział i wręczył mi białą kopertę. A ja uściskałam go.
- Dziękuję. - Oparłam i się w niego wtuliłam. Był taki ciepły, że poczęłam zasypiać na jego ramieniu. Wtedy delikatnie mnie szturchnął.
- Muszę już iść...- Powiedział, po czym wstał i ruszył chodnikiem. Obserwowałam go i zauważyłam jak kilka metrów dalej po prostu runął na chodnik.
- Matt ! - Podbiegłam do niego. Był nieprzytomny jego serce biło, ale rytm był prawie niewyczuwalny. Od razu zadzwoniłam po pomoc.
1 godzinę później...
Siedziałam w szpitalu. Byli tutaj też jego rodzice. Powiedzieli, że Nelson została w domu. Nic jej nie powiedzieli. Zasłużyła by jej powiedzieć. Siedzę tutaj od 50 minut. Wiadomo tylko, że jest w śpiączce i że przedawkował. Lekarze próbują go ratować. Najgorsze jest to, że czytałam o tym w internecie. Pisało tam , że pierwsza pomoc jest bardzo ważna i to od niej zależy dalszy rozwój sytuacji. A ja siedziałam nad jego ciałem i nie wiedziałam co robić. Czekałam na przyjazd karetki. Nie wiem co się dzieję. Słyszę tylko przeraźliwy krzyk pani Parks. To koniec... A wszystko to moja wina.. koniec
Na świecie żyją ludzie, którzy zasłużyli na śmierć, ale są też dobrzy, którzy powinni żyć całe wieki...
( Posłuchajcie..)
Przepraszam,że pisanie rozdziału zajęło tak długo. Następny pojawi się niebawem. Będzie więcej Zayna, ale bez przesady. Więcej nie zdradzam. Do następnego.. Liczę na komentarze. :D
trochę rozwinąć wątek Nellie. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Miłego czytania :D
ELINOR'S POV
Byłam słaba. Zdołałam tylko otworzyć oczy. Wciąż moje ciało leżało na podłodze. Obok siedziała mała Alice. Widać było mokre ślady na jej policzkach. Płakała. Mam dosyć. Mam ochotę zabić tego gnojką. Jak można uderzyć taką małą bezbronną dziewczynkę, która nie jest niczemu winna? Ten człowiek jest chory psychicznie. Niestety nie mogę nic zrobić. Wtedy trafilibyśmy do domu dziecka. Może to nie było by złym pomysłem, ale myśl o rozdzieleniu tak, że nie ma się chęci myśleć o szczęściu rodziny. Lekko się podniosłam czego od razu pożałowałam. Niemal natychmiastowo przeszył mnie ból. Podniosłam koszulkę. Na brzuchu było znacznie więcej siniaków. W niektórych miejscach było też widać krew. Znów się podniosłam. Nie zważając na ból sięgnęłam do szafki nocnej i zażyłam kilka silnych tabletek przeciwbólowych. Przyzwyczaiłam się do uczucia bólu. Gdyby nie Nellie, w moim życiu nie byłoby nawet grama radości. Nie mogę też zapomnieć o moim rodzeństwie, lecz oni też rzadko kipią radością. Pocałowałam Alice w czoło i przeszłam do łazienki. Przekręciłam zamek w drzwiach, po czym ściągnęłam ubrania z poprzedniego dnia w nie, których miejscach poplamione krwią i weszłam pod prysznic. Woda, oczywiście zimna obmyła moje ciało, a ja mogłam chodź na chwilę uwolnić się od rzeczywistości. Umyłam włosy i całe ciała, po czym opuściłam kabinę. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem i ubrałam. Wysuszyłam włosy i opuściłam pomieszczenie. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc zrobiłam kilka kanapek i podałam je Alice i Danielowi. Chwyciłam za plecak i wyszliśmy z domu. Oczywiście w drodze do szkoły, dołączyła do nas Nelson. Jak zwykle się uśmiechała, przez co kąciki moich ust także się uniosły. Lecz dziś Parks była bardziej szczęśliwa niż zazwyczaj.
- Co Cię tak dzisiaj cieszy ? - spytałam uważnie się jej przyglądając.
- Pamiętasz ten sklep w którym byłyśmy w zeszłym tygodniu. Jutro jest wyprzedaż. Wszystko 50% taniej !- krzyknęła uradowana.
- Gdybym mogła poszłabym z tobą. Może innym razem.- powiedziałam. Może nie zasmuciło mnie to tak bardzo,ale chciałabym czasem wyjść ze znajomymi. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiele razy pragnęłam żyć tak jak Nellie czy inni znajomi z mojej szkoły. Zadzwonił dzwonek, więc udałam się do klasy. Na szczęście nie było dzisiaj Malika i spokojnie mogłam siedzie z Parks. Po planowałam iść do domu Nelson. Razem z moją przyjaciółką zgarnęłyśmy po drodze Daniela i Alice. Po około 15 minutach byłyśmy pod budynkiem. Delikatnie nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się. Nikogo nie było w domu. Przynajmniej nie w dolnej części. Weszłam po schodach, a następnie korytarzem doszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Weszłam i niemalże od razu wzięłam krzesło z rogu pokoju i podstawiłam pod szafę z ubraniami. Wyciągnęłam ręcę po małą szkatułkę. Ostrożnie zeszłam z krzesełka i odstawiłam je na miejsce. Usiadłam na skraju łóżka i otworzyłam pudełko. Trzymałam tam pieniądze zaoszczędzone na wynajęcie choćby małej kawalerki. Wszystko lepsze od mieszkania z naszym ojcem. Wstałam i rzuciłam drewnianą szkatułką o ścianę. Była pusta.
- Nelson jak mogłaś ?! Wiedziałaś jak bardzo potrzebuję tych pieniędzy.- Może to dziwne..ale ja rozpłakałam się. Jedyna nadzieja, żeby uciec przed katem zniknęła...wyparowała.
- Ellie to nie ja. Nie zrobiłabym ci takiego świństwa. Mam pewne podejrzenia. Moja mam mówiła, że z jej portfela znikają pieniądze. - Rzuciła i wyszła z pokoju. Poszłam w jej ślady podczas gdy moje rodzeństwo czekało w pokoju. Park wparowała do pokoju swojego brata. Siedział na łóżku razem z Malikiem i zielonookim chłopakiem w lokach. Matt ( brat Nelson ) i Mulat trzymali strzykawki z igłą wbitą pod skórę. Widziałam złość w oczach Nellie. Ja tylko stałam. Nie widziałam jak zareagować.
- Matt ! - Krzyknęła Parks. Brat Nellie i Loczek spojrzeli przestraszeni w jej stronę. Natomiast Malik patrzył na mnie. Na co ja odwróciłam wzrok. Po chwili wyciągnął z przedramienia igłę i wyszedł przez okno po czym zszedł po drzewie. Zaraz po nim wybiegł zielonooki.
- Więc ty brałeś te wszystkie pieniądze.! Jak mogłeś zabrać pieniądze mojej przyjaciółki ! Przecież wiesz jak bardzo ich potrzebuje.! - Wydzierała się moja przyjaciółka, a ja spuściłam głowę w dół.
Dotarło do mnie, że Matt z pewnością wydał już moje pieniądze na narkotyki. To koniec. Już nigdy nie zaznam wolności.
- Ell...Ja przepraszam... nie wiedziałem. Oddam ci tą kasę co do grosza.. Jeszcze dziś.- Wyciągnął igłę z ręki i podszedł do mnie. Ujął mój podbródek w swój swoją dłoń i spojrzał mi w oczy a potem objął silnymi ramionami. Nie chciał dla mnie źle. Czułam to.
- Jest ok..muszę lecieć- Powiedziałam wyswobadzając się z uścisku i opuszczając pomieszczenie. Zabrałam ze sobą Alice i Daniela i poszliśmy do domu. Ojca najwidoczniej nie było co trochę podniosło mnie na duchu. Dziś miałam wolne od pracy. Starałam się to robić codziennie, ale mój szef chciał zrobić remont. Mam nadzieję, że dzięki temu przybędzie więcej klientów, a ja więcej zarobię. Zrobiłam obiad, kiedy moje rodzeństwo odrabiało lekcję. Gdy tylko usłyszeliśmy,że ojciec wrócił jak zawsze zamknęliśmy się w swoich pokojach. Sama odrobiłam lekcję i starałam się nadrobić materiał. Próbowałam zasnąć, ale nawet liczenie baranów nie pomogło. Ubrałam się. Wsunęłam nagi buty i założyłam kurtkę. Kiedy wyszłam z domu było po północy. Szłam chodnikiem. Było spokojnie. Już dawno nie słyszałam takiej ciszy. Przysiadłam na krawędzi i słuchałam. Mogło by być tak codziennie, gdybym tylko miała tamte pieniądze. Usłyszałam wtedy wołanie.
- Waller ! - Odwróciłam się to był Parks. Usiadł obok mnie. Noc nie była zimna, a mimo to przytulił mnie do siebie. Kiedyś wyznał mi miłość. Byliśmy małolatami po 14, 15 lat. Był bardzo miły, porządny i przystojny, ale nigdy nie odwzajemniłam jego uczuć.
- Mam coś dla ciebie. Oddaję...- Powiedział i wręczył mi białą kopertę. A ja uściskałam go.
- Dziękuję. - Oparłam i się w niego wtuliłam. Był taki ciepły, że poczęłam zasypiać na jego ramieniu. Wtedy delikatnie mnie szturchnął.
- Muszę już iść...- Powiedział, po czym wstał i ruszył chodnikiem. Obserwowałam go i zauważyłam jak kilka metrów dalej po prostu runął na chodnik.
- Matt ! - Podbiegłam do niego. Był nieprzytomny jego serce biło, ale rytm był prawie niewyczuwalny. Od razu zadzwoniłam po pomoc.
1 godzinę później...
Siedziałam w szpitalu. Byli tutaj też jego rodzice. Powiedzieli, że Nelson została w domu. Nic jej nie powiedzieli. Zasłużyła by jej powiedzieć. Siedzę tutaj od 50 minut. Wiadomo tylko, że jest w śpiączce i że przedawkował. Lekarze próbują go ratować. Najgorsze jest to, że czytałam o tym w internecie. Pisało tam , że pierwsza pomoc jest bardzo ważna i to od niej zależy dalszy rozwój sytuacji. A ja siedziałam nad jego ciałem i nie wiedziałam co robić. Czekałam na przyjazd karetki. Nie wiem co się dzieję. Słyszę tylko przeraźliwy krzyk pani Parks. To koniec... A wszystko to moja wina.. koniec
Na świecie żyją ludzie, którzy zasłużyli na śmierć, ale są też dobrzy, którzy powinni żyć całe wieki...
Przepraszam,że pisanie rozdziału zajęło tak długo. Następny pojawi się niebawem. Będzie więcej Zayna, ale bez przesady. Więcej nie zdradzam. Do następnego.. Liczę na komentarze. :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)