piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 2 :D

Może zacznijmy tak. Na wstępie chciałabym wam podziękować za ponad 100 wyświetleń. Jestem pod wrażeniem, że jest aż 9 komentarzy pod pierwszym rozdziałem. To jest rekord :D Poza tym chcę
trochę rozwinąć wątek Nellie. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko. Miłego czytania :D


ELINOR'S POV

Byłam słaba. Zdołałam tylko otworzyć oczy. Wciąż moje ciało leżało na podłodze. Obok siedziała mała Alice. Widać było mokre ślady na jej policzkach. Płakała. Mam dosyć. Mam ochotę zabić tego gnojką. Jak można uderzyć taką małą bezbronną dziewczynkę, która nie jest niczemu winna? Ten człowiek jest chory psychicznie. Niestety nie mogę nic zrobić. Wtedy trafilibyśmy do domu dziecka. Może to nie było by złym pomysłem, ale myśl o rozdzieleniu tak, że nie ma się chęci myśleć o szczęściu rodziny. Lekko się podniosłam czego od razu pożałowałam. Niemal natychmiastowo przeszył mnie ból. Podniosłam koszulkę. Na brzuchu było znacznie więcej siniaków. W niektórych miejscach było też widać krew. Znów się podniosłam. Nie zważając na ból sięgnęłam do szafki nocnej i zażyłam kilka silnych tabletek przeciwbólowych. Przyzwyczaiłam się do uczucia bólu. Gdyby nie Nellie, w moim życiu nie byłoby nawet grama radości. Nie mogę też zapomnieć o moim rodzeństwie, lecz oni też rzadko kipią radością. Pocałowałam Alice w czoło i przeszłam do łazienki. Przekręciłam zamek w drzwiach, po czym ściągnęłam ubrania z poprzedniego dnia w nie, których miejscach poplamione krwią i weszłam pod prysznic. Woda, oczywiście zimna obmyła moje ciało, a ja mogłam chodź na chwilę uwolnić się od rzeczywistości. Umyłam włosy i całe ciała, po czym opuściłam kabinę. Wytarłam mokre ciało ręcznikiem i ubrałam. Wysuszyłam włosy i opuściłam pomieszczenie. Nie miałam ochoty na śniadanie, więc zrobiłam kilka kanapek i podałam je Alice i Danielowi. Chwyciłam za plecak i wyszliśmy z domu. Oczywiście w drodze do szkoły, dołączyła do nas Nelson. Jak zwykle się uśmiechała, przez co kąciki moich ust także się uniosły. Lecz dziś Parks była bardziej szczęśliwa niż zazwyczaj.
- Co Cię tak dzisiaj cieszy ? - spytałam uważnie się jej przyglądając.
- Pamiętasz ten sklep w którym byłyśmy w zeszłym tygodniu. Jutro jest wyprzedaż. Wszystko 50% taniej !- krzyknęła uradowana.
- Gdybym mogła poszłabym z tobą. Może innym razem.- powiedziałam. Może nie zasmuciło mnie to tak bardzo,ale chciałabym czasem wyjść ze znajomymi. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Wiele razy pragnęłam żyć tak jak Nellie czy inni znajomi z mojej szkoły. Zadzwonił dzwonek, więc udałam się do klasy. Na szczęście nie było dzisiaj Malika i spokojnie mogłam siedzie z Parks. Po planowałam iść do domu Nelson. Razem z moją przyjaciółką zgarnęłyśmy po drodze Daniela i Alice. Po około 15 minutach byłyśmy pod budynkiem. Delikatnie nacisnęłam klamkę, a drzwi otworzyły się. Nikogo nie było w domu. Przynajmniej nie w dolnej części. Weszłam po schodach, a następnie korytarzem doszłam do pokoju mojej przyjaciółki. Weszłam i niemalże od razu wzięłam krzesło z rogu pokoju i podstawiłam pod szafę z ubraniami. Wyciągnęłam ręcę po małą szkatułkę. Ostrożnie zeszłam z krzesełka i odstawiłam je na miejsce. Usiadłam na skraju łóżka i otworzyłam pudełko. Trzymałam tam pieniądze zaoszczędzone na wynajęcie choćby małej kawalerki. Wszystko lepsze od mieszkania z naszym ojcem. Wstałam i rzuciłam drewnianą szkatułką o ścianę. Była pusta.
- Nelson jak mogłaś ?! Wiedziałaś jak bardzo potrzebuję tych pieniędzy.- Może to dziwne..ale ja rozpłakałam się. Jedyna nadzieja, żeby uciec przed katem zniknęła...wyparowała.
- Ellie to nie ja. Nie zrobiłabym ci takiego świństwa. Mam pewne podejrzenia. Moja mam mówiła, że z jej portfela znikają pieniądze. - Rzuciła i wyszła z pokoju. Poszłam w jej ślady podczas gdy moje rodzeństwo czekało w pokoju. Park wparowała do pokoju swojego brata. Siedział na łóżku razem z Malikiem i zielonookim chłopakiem w lokach. Matt ( brat Nelson ) i Mulat trzymali strzykawki z igłą wbitą pod skórę. Widziałam złość w oczach Nellie. Ja tylko stałam. Nie widziałam jak zareagować.
- Matt ! - Krzyknęła Parks. Brat Nellie i Loczek spojrzeli przestraszeni w jej stronę. Natomiast Malik patrzył na mnie. Na co ja odwróciłam wzrok. Po chwili wyciągnął z przedramienia igłę i wyszedł przez okno po czym zszedł po drzewie. Zaraz po nim wybiegł zielonooki.
- Więc ty brałeś te wszystkie pieniądze.! Jak mogłeś zabrać pieniądze mojej przyjaciółki ! Przecież wiesz jak bardzo ich potrzebuje.! - Wydzierała się moja przyjaciółka, a ja spuściłam głowę w dół.
Dotarło do mnie, że Matt z pewnością wydał już moje pieniądze na narkotyki. To koniec. Już nigdy nie zaznam wolności.
- Ell...Ja przepraszam... nie wiedziałem. Oddam ci tą kasę co do grosza.. Jeszcze dziś.- Wyciągnął igłę z ręki i podszedł do mnie. Ujął mój podbródek w swój swoją dłoń i spojrzał mi w oczy a potem objął silnymi ramionami. Nie chciał dla mnie źle. Czułam to.
- Jest ok..muszę lecieć- Powiedziałam wyswobadzając się z uścisku i opuszczając pomieszczenie. Zabrałam ze sobą Alice i Daniela i poszliśmy do domu. Ojca najwidoczniej nie było co trochę podniosło mnie na duchu. Dziś miałam wolne od pracy. Starałam się to robić codziennie, ale mój szef chciał zrobić remont. Mam nadzieję, że dzięki temu przybędzie więcej klientów, a ja więcej zarobię. Zrobiłam obiad, kiedy moje rodzeństwo odrabiało lekcję. Gdy tylko usłyszeliśmy,że ojciec wrócił jak zawsze zamknęliśmy się w swoich pokojach. Sama odrobiłam lekcję i starałam się nadrobić materiał. Próbowałam zasnąć, ale nawet liczenie baranów nie pomogło. Ubrałam się. Wsunęłam nagi buty i założyłam kurtkę. Kiedy wyszłam z domu było po północy. Szłam chodnikiem. Było spokojnie. Już dawno nie słyszałam takiej ciszy. Przysiadłam na krawędzi i słuchałam. Mogło by być tak codziennie, gdybym tylko miała tamte pieniądze. Usłyszałam wtedy wołanie.
- Waller ! - Odwróciłam się to był Parks. Usiadł obok mnie. Noc nie była zimna, a mimo to przytulił mnie do siebie. Kiedyś wyznał mi miłość. Byliśmy małolatami po 14, 15 lat. Był bardzo miły, porządny i przystojny, ale nigdy nie odwzajemniłam jego uczuć.
- Mam coś dla ciebie. Oddaję...- Powiedział i wręczył mi białą kopertę. A ja uściskałam go.
- Dziękuję. - Oparłam i się w niego wtuliłam. Był taki ciepły, że poczęłam zasypiać na jego ramieniu. Wtedy delikatnie mnie szturchnął.
- Muszę już iść...- Powiedział, po czym wstał i ruszył chodnikiem. Obserwowałam go i zauważyłam jak kilka metrów dalej po prostu runął na chodnik.
- Matt ! - Podbiegłam do niego. Był nieprzytomny jego serce biło, ale rytm był prawie niewyczuwalny. Od razu zadzwoniłam po pomoc.


1 godzinę później...

Siedziałam w szpitalu. Byli tutaj też jego rodzice. Powiedzieli, że Nelson została w domu. Nic jej nie powiedzieli. Zasłużyła by jej powiedzieć. Siedzę tutaj od 50 minut. Wiadomo tylko, że jest w śpiączce i że przedawkował. Lekarze próbują go ratować. Najgorsze jest to, że czytałam o tym w internecie. Pisało tam , że pierwsza pomoc jest bardzo ważna i to od niej zależy dalszy rozwój sytuacji. A ja siedziałam nad jego ciałem i nie wiedziałam co robić. Czekałam na przyjazd karetki. Nie wiem co się dzieję. Słyszę tylko przeraźliwy krzyk pani Parks. To koniec... A wszystko to moja wina.. koniec


Na świecie żyją ludzie, którzy zasłużyli na śmierć, ale są też dobrzy, którzy powinni żyć całe wieki...



( Posłuchajcie..)

Przepraszam,że pisanie rozdziału zajęło tak długo. Następny pojawi się niebawem. Będzie więcej Zayna, ale bez przesady. Więcej nie zdradzam. Do następnego.. Liczę na komentarze. :D







11 komentarzy:

  1. Pieknę. Udało Ci się a zwłaszacza zaskoczyłaś mnie z tymi narkotykami :D Pięknę, cudnę ;* Mam nadzieje, że będzie więcej Zayna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tą co przez przypadek to znalazła jak juz to pisałam w tamtym kometrazu przy 1 rozdzile :) To jest BOSKIE !!!! Czekam na następne :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnę interesującce, ciekawe co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Udany jak zawszę (Y)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na klejne :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, że liczyłaś na długi kometarz, ale nie jestem pewna czy tym razem będę w stanie się na coś takiego zdobyć.
    Na początek pragnę cię poinformować, że w poniedziałek, będę na ciebie czekała (a dokładniej ty będziesz czekała na mnie) z patelnią i zadam ci kilka niebolesnych ciosów mszcząc się za Matt'a.
    Rozdział naprawdę ci się udał, lecz muszę przyznać, że komentarze mojego autorstwa potrafią być od niego dłuższe. Popracuj nad długością, nie spiesz się z pisaniem. Nieprzyjemnie czyta się coś co nagle się urywa. I moim zdaniem możesz trochę ograniczyć słowo 'oczywiście'. Po tych wszystkich godzinach sam na sam z panią Mariolą zaczęłam mieć świra na punkcie powtórzeń.
    Po raz kolejny powtórzę ci się, że masz prawdziwy talent, który z każdym dniem, z każdym zdaniem jakie powstanie, się rozwija.
    Poza tym jesteś serio nieprzewidywalna. Nie spodziewałam się takiej akcji. Jestem bardzo miło zaskoczona.
    Będę cierpliwie czekać na następny post & miejmy nadzieję, że będzie chociaż odrobinę dłuższy & że będzie w nim więcej Zayn'a.
    Gratuluję tylu wyświetleń.

    OdpowiedzUsuń